Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... W trakcie pierwszego roku naliczyliśmy 55 tysięcy odwiedzin.

Wpisy: 123»

PIERWSZA ROCZNICA STRONY.

Właściwie całkiem bym o niej zapomniał. Ale otrzymałem rachunek za przedłużenie dzierżawy serweradalsza część... »»

WZGÓRZE GRÓDEK - POCZĄTKI

Nad miasteczkiem wznosi się niewielkie wzgórze zwane Gródek.Widok na wzgórze Gródek z ulicy Wodnej.dalsza część... »»

dalsza część... »»

HERB MIASTA

Obecny herb gminy Lewin zatwierdzony został przez radę gminy po odłączeniu się od Kudowy na początku latdalsza część... »»

WŁAŚCICIELE MIASTA

Jak już była mowa wcześniej, osadę Lewinici i należące do niej tereny podarował król Przemysławdalsza część... »»

Joseph Koegler - zasłużony Lewiniak

Sporządzono dnia: 01.08.2012 roku

     Na znajdującym się w rynku budynku nr 14 znajduje się tablica pamiątkowa, odsłonięta 27 maja 2001 roku. Napis w językach polskim i niemieckim głosi:  W TYM DOMU// DNIA 22.02.1765. URODZIŁ SIĘ //KS. JOSEPH KOGLER// SŁYNNY KRONIKARZ I HISTORYK// ZIEMI KŁODZKIEJ //BYŁ PROBOSZCZEM W OŁDRZYCHOWICACH //ZMARŁ 30.05.1817r.

A kim był uznany za sławnego Joseph Kögler?

     Był synem miejscowego tkacza Ignatza Köglera i Anny Razalii, z domu Hauf, córki lewińskiego młynarza. Urodził się 22.02.1765roku. W roku 1778 rozpoczął naukę w kłodzkim Kolegium jezuickim i mieszkał w tamtejszym konwikcie. Przygotowywał się tam do studiów na uniwersytecie Wrocławskim, które rozpoczął w 1783 roku. Studia ukończył w roku 1785 egzaminem magisterskim z filozofii. Następnie kontynuował tam studia teologiczne, zakończone wyświęceniem na księdza. Wyświęcony został dnia 08 marca 1788 roku w pałacu biskupim we Wrocławiu. Następnego dnia odprawił prymicyjną mszę świętą we wrocławskim kościele elżbietanek czarnych. Pierwszą homilię wygłosił w kościele w Krynicznie koło Trzebnicy . Dzień przed wigilią 1788 r. został wikarym w Dusznikach. Po trzech latach ze względów zdrowotnych został przeniesiony do Krosnowic . W 1807 r. dzięki poparciu kłodzkiego dziekana Josepha Knauera otrzymał parafię w Ołdrzychowicach. Funkcję miejscowego proboszcza pełnił aż do śmierci. Zmarł z powodu zapalenia płuc dnia 30.maja 1817 roku i został pochowany w Ołdrzychowickim kościele.

Josef Kögler – zwany ojcem historiografii kłodzkiej - opracował dzieje wielu miejscowości Hrabstwa Kłodzkiego. Zazwyczaj wybierał znaczący ośrodek dóbr lub siedzibę parafii i omawiał ich dzieje. Niekiedy przedstawiał dzieje konkretnych obiektów, np. mostu gotyckiego w Kłodzku. Czasem zajmował się także wybranymi problemami, np. wizytacjami biskupimi dekanatu kłodzkiego. Jego prace są zaopatrzone w przypisy. Często cytuje nie zachowane już dziś dokumenty. Dla nas najważniejsze jego prace to:

1. Die Stadt- und Pfarreichroniken von Lewin, Mittelwalde, Wünschelburg, Neurode, Wilhelmstal

2. Historische beschreibung der Königliche immediastadt Lewin

Większość dzieł Köglera została wydana dopiero po jego śmierci, a w ostatnich latach ukazała się ich nowa edycja staraniem Dietera Pohla. Rękopisy wszystkich jego prac przechowywane są w Archiwum Archidiecezji Wrocławskiej.

    Przed wojną upamiętniono setną rocznicę jego śmierci tablicami w miejscu urodzenia i miejscu śmierci. Tablica Lewińska została w 1945 roku zdjęta jako poniemiecka, a więc „niesłuszna ideologicznie”. Tablica w Ołdrzychowicach – wykonana w drewnie dębowym - przez wiele lat uznawana była za zaginioną. Odnaleziona została kilka lat temu w należącym do zespołu kościelnego mauzoleum Grafów von Magniss. *

Grobu Josepha Köglera w Ołdrzychowicach nie znalazłem. Lewiniaków zainteresować może natomiast fakt, że znalazłem tam grób innego księdza o nazwisku Kögler. Jest to Johann Kögler ** urodzony Lewinie w 1796 roku, zmarły w Ołdrzychowicach w 1858 roku. Przez 26 lat był proboszczem Ołdrzychowickiej parafii. Prawdopodobnie jest to krewny - może syn któregoś z rodzeństwa Josepha Köglera, który wybrał podobną do wujka drogę życiową. ***

 

   * Ja nie uzyskałem dostępu do mauzoleum i nie mogłem tablicy zobaczyć i sfotografować. Tamtejszy nowy proboszcz jest w temacie niezorientowany, a udostępnienia kluczy do kościoła i mauzoleum mi odmówił. W notatce wykorzystuję więc zdjęcie tablicy i informacje zawarte w artykule pana Marcina Dziedzica „Tablice ku czci Josepha Köglera na Ziemi Kłodzkiej” opublikowanym w miesięczniku „Sudety” nr 5/2010.

   ** Zdjęcie nagrobka pochodzi ze strony "Stare Nagrobki Ziemi Kłodzkiej"

   *** Ta informacja wymaga weryfikacji. Nie mam dostępu do dokumentów w parafii Ołdrzychowice. W parafii Lewin dokumentacji z tych lat już nie ma - zostały wywiezione jeszcze przed wojną, prawdopodobnie do Archidiecezji w Pradze. A w Archiwum Archidiecezji Wrocławskiej trwa sezon urlopowy. Obiecano mi jednak sprawdzenie i przesłanie tych informacji we wrześniu.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Banknoty miasta Lewin.

Sporządzono dnia: 25.07.2012 roku

    Notgeld – niemiecka nazwa pieniądza zastępczego, emitowanego najczęściej na początku XX wieku. Pieniądz ten nie był emitowany przez bank centralny, lecz przez instytucje, takie jak prywatne banki, przedsiębiorstwa, gminy, czy też kopalnie. Notgeld najczęściej przyjmował formę banknotu. W największej ilości pojawił się w Niemczech i Austrii w latach 1914-1924 – drukowany w związku z wydarzeniami I wojny światowej. W założeniu miał uzupełnić braki drobnych monet, które mennica państwowa przestała produkować, przeznaczając zapasy metalu na cele wojenne.

    Lewin – jak cały Dolny Śląsk – wchodził w skład Cesarstwa Niemiec. Nic dziwnego więc, że władze miasta też zdecydowały się wydać własne banknoty. Dziwne jest natomiast, że nie zrobiono tego w czasie wojny, a dopiero w 1921 roku. Nie znam przyczyn tej decyzji. Pozostaje mi jedynie domyślać się ich na podstawie wiedzy o tamtych czasach.

     W latach 1914-1919 banknoty te faktycznie pełniły rolę zamiennika dla nieobecnych monet metalowych. Gwarantem ich wartości była kasa miejska, która miała obowiązek bezzwłocznie i bez żadnych kosztów wymienić przedstawione banknoty zastępcze na pieniądze państwowe. W Lewinie widać radzono sobie bez tego. Albo ludność posiadała dostateczny zapas drobnych monet, albo stosowano wymianę towarową.

    Ale po zakończeniu wojny, w roku 1919 niektóre miasta zorientowały się, że pieniądz zastępczy stał się poszukiwanym towarem kolekcjonerskim. Zarządzenie o pieniądzu zastępczym anulowane nie zostało, więc magistraty zwietrzyły możliwość zysku. Zaczęto drukować całe serie banknotów zastępczych, niejednokrotnie bogato zdobionych i odwołujących się do miejscowych symboli lub legend.

     Na tej fali również magistrat Lewina wydał w dniu 23.07.1921 roku serię swoich banknotów. Były to dwa banknoty o wartości 10 pfenigów – różowy i zielony, oraz banknoty 25 pfenig i 50 pfenig. Nominał 10 pf. drukowany był jednostronnie, a na odwrocie zamieszczono numer kolejny banknotu i potwierdzono pieczęcią magistratu. Ani źródła historyczne, ani katalogi notgeldów nie podają miejsca ich druku. Sądząc po technice wykonania, wydrukowano je w miejscowej drukarni G. Goebel.

     Banknoty o wyższym nominale zadrukowane były dwustronnie. Nominał 25 pf. – drukowany w kolorze czerwonym – na przedzie nazwa miasta, nominał, oraz numer seryjny i data emisji, a także podpis burmistrza. Na odwrocie herb miasta w otoczeniu stylizowanych liści, i powtórzony nominał. Banknot 50 pf. był w kolorze zielonym. Przód, podobnie jak nominał 25 pf. – to informacje o nominale, mieście emisji i elementy stosowane tradycyjnie na banknotach. Na odwrocie – jakżeby inaczej-miejscowa atrakcja, czyli wiadukt.

    Te dwa banknoty wydrukowane zostały w drukarni „Marx” w Kłodzku.

    Trudno powiedzieć czy magistrat zarobił na tym interesie. Banknoty widywane przeze mnie nigdy nie były zbyt zniszczone. Znaczy to że nie były raczej używane w obiegu, a tylko przechowywane przez kolekcjonerów.

    Trzecia fala żywiołowej produkcji notgeldów nastąpiła w okresie kryzysu światowego. W latach 1929-1933, a nawet trochę dłużej, i miasta i większe fabryki drukowały banknoty o coraz wyższych nominałach.. Nierzadkie były banknoty o nominale 100-lub nawet 500 milionów marek. Lewin tej pokusy uniknął. Albo nie zauważyli tu w ogóle kryzysu. Albo, co bardziej prawdopodobne – zadziałał zdrowy chłopski rozum. Sądzę, że nie ufano już ani rządowym, ani lokalnym pieniądzom i prowadzono wymianę towarów i usług, rozliczenia pieniężne załatwiając tylko w razie konieczności.

    Dzisiaj lewińskie banknoty mogą być już tylko ciekawostką i pamiątką historyczną. Na dodatek niezbyt cenną. Na portalach aukcyjnych komplet można kupić za 20-30 złotych.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Młyny wodne w Lewinie

Sporządzono dnia: 17.07.2012 roku

    Większość mieszkańców wie, że ludność Lewina i okolicznych wsi zajmowała się włókiennictwem. Lewin był dosyć dużym i znanym ośrodkiem produkcji i handlu wyrobami włókienniczymi. Miał nawet nadany przywilej organizacji targów włókienniczych, które odbywały się cztery razy w roku. Niektóre źródła podają, że po 1800 roku w Lewinie i okolicy działało ponad 200 domowych warsztatów tkackich.

    Jeśli wszyscy niemal zajmowali się tkactwem, to kto zajmował się rolnictwem i produkcją żywności? Pewnie ludność mieszkająca na wsi coś tam produkowała. Może nawet była samowystarczalna. Ale dla mieszkańców Lewina na pewno już tego nie starczało.

    Potrzebny był więc handel zbożem. A najbardziej opłaca się sprowadzić zboże i zmielić na miejscu. Dlatego w Lewinie działało przez niemal dwieście lat pięć młynów wodnych.*

     Najstarszy z nich był młyn należący do rodziny Kaschel, znajdujący się przy wylocie z miasta w kierunku Dusznik, po lewej stronie drogi.  Nie wiem kiedy powstał, ale był to jedyny młyn drewniany, a murowane zbudowano dopiero po pożarze w 1772 roku. Wniosek nasuwa się sam.

    Drugi młyn zlokalizowany był przy Nerbotinstrasse (dzisiejsza droga do Witowa). Wodę z tamtego cieku wodnego spiętrzano w stawach i śluzami poprowadzono poprzez budynek młyna do odpływu przy dawnej fabryce czekolady. Dlatego ta część rzeczki do dzisiaj biegnie regulowanym korytem. Sam budynek młyna już nie istnieje. Stał za zabudowaniami dawnego gospodarstwa państwa Bujak (obecnie mieści się tam chyba „dom emeryta”).

 Dawny młyn przy ul. Okrzei    Trzeci młyn mieścił się przy Braugasse 39 (dzisiaj Okrzei). Wodę doprowadzano kanałem zaczynającym się koło basenu śluzą spiętrzającą (do niedawna widoczne były na rzece pozostałości tamy pomiędzy budynkami p. Zakrzewskich, a p. Tyrawa). Kanał biegł za domami aż na podwórko nad budynkiem młyna. Sam kanał został zasypany, ale pozostałości nasypu rozpoznawalne są nawet dzisiaj.

    Kolejny młyn umiejscowiony był po drugiej stronie Lewina, przy ul. Pragerstrasse (obecnie Obrońców Warszawy)., poniżej Willi „Bergfriede” (dom Violetty Villas). Budynek istnieje do dzisiaj. To gospodarstwo P. Chochorowskich. Wodę doprowadzano do młyna z cieku wodnego płynącego z Jarkowa i spiętrzonego w stawie za domem dróżnika (skrzyżowanie drogi do Jarkowa z trasą nr 8).    

    Ostatni ze znanych mi młynów znajdował się w Stadtwald  (Lasek Miejski). Usytuowany był przy drodze do Jaworniccy, drugi za kaplicą. Woda, spiętrzona tamą w rejonie mostka, płynęła kanałem za istniejącymi wtedy budynkami. 

    Reasumując. Mieliśmy na terenie miasta pięć młynów. Według spisu ludności z 1937 roku należały one do:

    1. Najstarszy – Kaschelmuhle – do Kachel August.

    2. Nerbotinerstrasse – właściciel Friedel Fritz.

    3. Braugasse – Kachel Franz. Dodatkowo w budynku znajdowała się piekarnia.

    4. Pragerstrasse – Teuber Anna.

    5. Stadtswalde - Grocholl Anton.

    Wszystkie te młyny działały nieprzerwanie do 1945 roku. Nie wiem czy do ich upadku przyczynili się trofiejszczycy zawsze „pomocnej” Armii Czerwonej, czy też powojenna nacjonalizacja i domiary urzędu skarbowego. W czasach mojego dzieciństwa wszystkie te budynki jeszcze stały, choć żaden z młynów nie pracował.

    A z czasem działalność ludzi i przyrody zrobiły swoje. Z cieków wodnych zniknęły wszystkie ślady po tej gałęzi Lewińskiego przemysłu.

 

 

    * Niektóre źródła podają, że istniał jeszcze jeden młyn. Miał on być usytuowany także przy wyjeździe z Lewina do Dusznik, po prawej stronie drogi, już za mostem. Według moich informacji nazywało się to kolonia Prutte i mieszkała tam rodzina Tautz, zajmująca się rolnictwem.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Kamienica nr 18.

Sporządzono dnia: 27.11.2007 roku

Jak już pisałem w innych rozdziałach, w roku 1772 Lewin został niemal całkowicie zniszczony przez pożar. Spłonął doszczętnie cały rynek i budynki na sąsiednich ulicach Braugasse (dzisiaj Okrzei) i Wassergasse (Wodna). Z drewnianej zabudowy rynku nie zachowało się praktycznie nic. Ocalały dalej położone budynki przedmieścia, dając czasowe schronienie pogorzelcom.

Odbudowa miasta trwałaby zapewne długo, gdyby nie pomoc króla Prus – Fryderyka Wielkiego. Był on właścicielem miasta. Znaczy to że podatki płacone przez magistrat i mieszkańców wpływały do jego osobistej kasy. Nic dziwnego więc że w trosce o własne przyszłe korzyści wyłożył znaczną sumę na odbudowę miasta i pomoc dla mieszkańców.

Tym razem nauczeni smutnym doświadczeniem Lewiniacy odbudowali rynek z kamienia i cegły. Z całej zabudowy wyróżnia się jednak budynek nr. 18*.

 Zdjęcie z roku 2004.

Dom pomyślany i zbudowany w bogatym stylu mieszczańskim należał do Josepha Straucha z Berlina – radcy kamery królewskiej. Ciekawostką jest że budynki sąsiednie nie mają własnych ścian ani dylatacji i są dużo niższe. Domyślam się że kamienica powstała jako pierwsza. Dopiero później i już bez takiego rozmachu dobudowywano pozostałe budynki.



Zdjęcie z roku 1920.

Od początku kamienica przeznaczona była na dom handlowy. Na starszych zdjęciach sprzed 1945 roku widać pięknie kute kraty w oknach na parterze. Jeszcze w latach 70-tych XX wieku można było zobaczyć wystające z drugiego piętra haki umieszczone nad wejściem do budynku. Służyły one do wciągania towaru do składów umieszczonych na piętrach. Dach budynku początkowo pokryty był gontem. Szybko jednak zmieniono pokrycie na wytrzymalszą dachówkę angielską. Bez zmian zachowała się ona do ostatniego pożaru w 1991 roku. Do dzisiaj widoczne są też bogate zdobienia frontu budynku motywem roślinnym. Nad drzwiami zachowały się inicjały właściciela – JS. A na szczycie domu widnieje namalowany przez nieznanego artystę obraz przedstawiający świętą rodzinę podczas ucieczki do Egiptu.

W swojej historii kamienica mieściła wiele różnych instytucji, a także zmieniała właściciela **. W pierwszych latach XIX wieku budynek kupuje rodzina Urban. W jej rękach pozostaje aż do końca II wś. Początkowe składy towaru przebudowywano i udostępniano do innych celów. Na parterze budynku mieściła się od początku XIX wieku poczta królewska. W 1860 roku przebudowano pomieszczenia pierwszego piętra tworząc około 80 mk. powierzchni dla szkoły powszechnej. W tych samych salach umieszczono potem szkołę tkactwa i haftu. Po wybudowaniu na początku XX wieku nowego budynku poczty w salach na parterze mieściły się do 1945 roku filia banku i ekspozytura miejscowej gazety.

 Zdjęcie z roku 1990.

Po wojnie dom przejmuje skarb państwa i przeznacza dla celów mieszkalnych. Długo były to pomieszczenia prywatnego gospodarstwa rolnego rodziny Wołowiec. Następnie przejął to przedsiębiorca prywatny i po remoncie przeznaczył na hotel. W 1991 roku budynek spłonął. Zabezpieczony prowizorycznie przez właściciela stoi pusto i ulega powolnej dewastacji. Obecnie urząd gminy czyni starania o przejęcie budynku. Prowadzone są jednocześnie poszukiwania nowego inwestora, który przywróciłby budynkowi dawną świetność.

 

* Budynek do 1945 roku miał inny numer. Według danych z roku 1937 był to nr 27.

** Ciekawostką jest również wymieniana przez mieszkańców nazwa „Dworek Chopina”. Według miejscowej legendy nocował w tym budynku Fryderyk Chopin podczas swego pobytu na Śląsku. Według moich wiadomości prawdy w tym niewiele. Chopin przebywał w pobliskich Dusznikach ( ówczesne Reinertz). Stamtąd podróżował w Góry Stołowe i do Nachodu oraz Kudowy. Ponieważ dyliżans pocztowy z Kłodzka kursował wtedy przez Lewin, mógł nasz muzyk przejeżdżając nadawać na poczcie jakieś listy lub nawet jeść tutaj śniadanie. Wykluczone jest jednak, aby mógł w tym domu mieszkać czy też tylko nocować.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

PIERWSZA ROCZNICA STRONY.

Sporządzono dnia: 07.05.2007 roku

Właściwie całkiem bym o niej zapomniał. Ale otrzymałem rachunek za przedłużenie dzierżawy serwera – księgowi nie zapominają.

A ta pierwsza rocznica istnienia strony jest dla mnie bardzo ważna. Daje okazję do podsumowania dotychczasowej działalności i zastanowienia się nad planami dalszego rozwoju.

04.05.2006 r po prawie trzymiesięcznych dyskusjach i przymiarkach – zarejestrowałem domenę www.lewinklodzki.pl . Stronę tworzyłem właściwie dla własnej satysfakcji. Chciałem pokazać Lewin taki, jak ja go pamiętam. No i chciałem oczywiście pochwalić się rosnącym zbiorem widokówek tego miasteczka. Nie wiedziałem że tak wielu ludzi się tą stroną zainteresuje. W ciągu roku zarejestrowaliśmy ponad 55 tysięcy wyświetleń. Daje to średnią 150 osób dziennie. Jak dla mnie to zaskakująco duże zainteresowanie. Ale znaczy to również że Lewin ma wielu wielbicieli i strona jest potrzebna.

Otrzymałem w ciągu roku sporo wiadomości od ludzi z całego świata. Zarówno od byłych mieszkańców Lewina, jak i od turystów, którym to miasteczko zapadło w pamięć. Dziękuję za wszystkie uwagi – zarówno te krytyczne jak i te pochwalne. Na pewno niektóre z tych pomysłów postaram się wykorzystać. Mam nadzieję że nadal będę podobne wiadomości otrzymywał. A może ktoś z mieszkańców lub byłych mieszkańców zdecyduje się nadesłać jakieś swoje wspomnienia? Chętnie takie informacje zamieszczę na tej stronie.

Strona nie zmieni jednak swojego charakteru. Nadal pozostanę przy nastroju nostalgiczno – wspomnieniowym, nie mieszając się w wydarzenia współczesne i politykę lokalną. Na pewno nie założę też forum, czego domagali się niektórzy czytelnicy. Od informacji bieżących jest oficjalna strona gminy. Tam też istniało forum, które zamknięto z powodu małej frekwencji. Ja pozostanę przy prezentacji historii miasteczka i okolicznych wiosek.

Moje szczególne podziękowania i wdzięczność należą się panu Tomaszowi Woś. Jest on autorem całej grafiki i cały czas pilnuje, aby strona działała bezawaryjnie. Mam nadzieję panie Tomku że nasza współpraca nadal będzie tak owocna jak dotychczas.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry
Zaluguj
~