Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... Basen w Lewinie wybudowany został za fundusze komunalne w 1920 roku.
Powrót

O Białej Pani i skarbie z zamku Homole.

Sporządzono dnia: 02.06.2006 roku

Na północ od drogi prowadzącej z Lewina do Dusznik leży góra zwana Lewińskim Zamkiem. Na górze tej stoi rzeczywiście warowny zamek, zwany przez mieszkańców okolicznych wsi Homolą, zapewne ze względu na kopulasty kształt góry. Zamek ten miał strzec całej okolicy przed zbójcami, którzy licznie grasowali wśród gór, napadając na przeciągające tabory kupieckie. Ów gród na Lewińskim Zamku zamieszkiwał niegdyś pewien możny pan wraz z piękną małżonką, miłą mu nade wszystko. Ale pani nie tylko nie odwzajemniała mężowi jego uczucia, lecz zdradzała go z młodym i pięknym rycerzem-rozbójnikiem Hradyszem. Występnej parze rychło zaczął przeszkadzać zdradzany mąż, przeto postanowili go zgładzić. Pewnego dnia, gdy pan zamku spoczywając w swojej zbrojowni, zdrzemnął się nieco, żona jego pochwyciła sztylet i wbiła mu go w serce. A zaledwie pogrzebano nieszczęśliwego, już odbyła się uroczystość weselna, bynajmniej nie pogrążonej w żałobie wdowy z rycerzem Hradyszem. Ale i Hradysz nie był szczery wobec swej kochanki, a obecnie żony. Nie miłość, lecz chciwość ciągnęły go ku niej, nie dla niej, lecz dla jej skarbów ją poślubił. A że miał on inną kochankę, dziewczynę, którą szczerze kochał i z którą naprawdę chciał się połączyć, niewiele czasu upłynęło, a odpłacił swej żonie postępek tą samą monetą. Pani na Lewińskim Zamku zginęła, prze-bita sztyletem przez męża-rozbójnika. Ciało występnej pochowano na wzgórzu zamkowym obok zamordowanego przez nią pierwszego małżonka. Wkrótce jednak rozeszła się między ludem wieść, że nie zaznała ona spokoju, że zjawa jej błądzi o północy po okolicznych lasach, przybrana w białą szatę, ze sztyletem i pękiem kluczy w ręku.

Minęło sto lat od opisanych wydarzeń. I wtedy to spotkał zjawę pewien biedny drwal, który poszedł nocą do lasu, aby znaleźć pożywienie dla swych głodujących dzieci. Słodkim głosem, w całym blasku swej nieziemskiej urody, zaczęła go błagać, aby ulitował się nad nią i zdjął z niej czar. Tylko raz na sto lat bowiem przez siedem dni mógł ją ktoś odczarować, a termin ten miał właśnie upłynąć pojutrze. - Jeżeli zechcesz mnie odczarować - mówiła - pojawię ci się jeszcze jutro, ale nie taka jak dziś, lecz w postaci ohydnej żmii, z pękiem kluczy w pysku. Nie bój się jednak, owa żmija nie będzie miała mocy czynienia zła komukolwiek. Zabij gada i odbierz mu klucze, a będę wyzwolona!

Drwal oczarowany piękną zjawą zgodził się. Ale nazajutrz, gdy w tym samym miejscu rzeczywiście zobaczył straszną żmiję sunącą ku niemu, opuściła go odwaga i uciekł. Pani Lewińskiego Zamku była skazana na dalsze sto lat pokuty. Podobno, po stu latach znalazł się jednak jakiś odważny człowiek, który celnym ciosem sztyletu zabił żmiję i wyrwał jej klucze z pyska. Ciało gada rozsypało się w proch, z prochu zaś uleciał w niebo śnieżnobiały gołąb, dusza nieszczęśliwej pokutnicy. Uzyskane klucze otworzyły śmiałkowi podziemia Lewińskiego Zamku, gdzie znalazł niezmierne skarby. Oszołomiony ich widokiem biedak nabrał do torby trochę najcenniejszych klejnotów, obiecując sobie wrócić potem po resztę, ale w podnieceniu zgubił gdzieś czy zostawił owe czarodziejskie klucze wyrwane żmii i nigdy już nie zdołał nawet trafić do miejsca, gdzie znajdowało się wejście do podziemi. Ale i ta cząstka skarbów którą zdołał wynieść, uczyniła go bogatym na całe życie.

Czasami okoliczna ludność mówi, że skarby pani Lewińskiego Zamku mogą być jeszcze przez kogoś zdobyte. W pobliskim lesie leży pono ukryty sztylet, który już trzy razy służył niegdyś jednemu z małżonków do zgładzenia drugiego. Gdy ktoś znajdzie ów sztylet, przemieni się on w klucz, który otworzy szczęśliwcowi przejście do podziemi wypełnionych skarbami.

Sporządził: Witold Kisza

Zaluguj
~