Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... Do 1945 roku istniała w Lewinie szlifiernia kryształów.
Powrót

Śledztwo na dzwonnicy.

Sporządzono dnia: 02.08.2012 roku

   Śledztwo to pewnie przesada, ale jak nazwać żmudne odtwarzanie wydarzeń, które rozegrały się na kilkanaście lat przed moim urodzeniem, kiedy pierwszym i jedynym śladem jest stare i bardzo niedoskonale zdjęcie?

   A zaczęło się to dla mnie chyba w 2004 roku od wyłowienia w Internecie zdjęcia. Było bardzo niewyraźne, mocno kontrastowe, i przedstawiało fragment rynku w Lewinie oraz dzwony przygotowane do wywózki. Podpisu pod zdjęciem nie było.

   Moje pierwsze skojarzenia:

       Lewin, zima, na pierwszym planie zmartwiony ksiądz, a w tle niemiecki szyld warsztatu szewskiego. I pierwszy wniosek: Prawdopodobnie rok 1941-1942. Niemcy mają kłopoty na froncie. Zbierają gdzie popadnie metal na produkcję zbrojeniową. Po prostu dzwony padły ofiarą trwającej wojny. Znamy przecież przypadki burzenia i konfiskaty posągów i dzwonów, które szły do przetopienia na broń i amunicję. Pewnie od razu bym sprawę porzucił, ale z czystej ciekawości sprawdziłem swoje archiwum; czy mam jakieś informacje o tych dzwonach?

   I jak zwykle znalazłem odpowiedź w kronikach Josepha Köglera. Były trzy główne dzwony. Tak opisuje je kronikarz (tłumaczenie moje):

   „Na wieży kościoła znajdują się trzy cudownego brzmienia dzwony, które razem tworzą piękny, harmonijny dźwięk. Pierwszy z nich, zwany „Duży”, waży tylko siedem cetnarów, ale wykonany jest z dobrego materiału; odlany został w 1424 roku i zdobiony był gotyckimi (klasztornymi) napisami. Ale po 350 latach używania, rozpadł się w roku 1773 i ponownie odlano go rok później w Kłodzku, w ludwisarni mistrza Antona Schweigera. Obecnie znajduje się na nim napis: HAEC CAMPANA FUSA EST ANNO 1424 IN HONOREM DEI OMNIPOTENTIS, ET BEATE VIRGINIS, ET OMNIUM SANCTORUM, FRACTA 1774 DENUO REFUSA SUB PAROCHO ANTONIO ROTHER. /ten dzwon odlany w 1424 roku dla chwały Pana Wszechmogącego, świętej dziewicy Marii, i wszystkich świętych, rozpadł się i w roku 1774 odlany na nowo na zlecenie proboszcza Antona Rothera/.A poniżej napis: ANTON SCHWEIGER GOSS MICH. /Odlał mnie Anton Szweiger/.

     Średni dzwon odlany został w roku 1652 w mieście Arnau w Czechach(Hostinne koło Trutnova); jest na nim wizerunek świętego Archanioła Michała, a na obrzeżu następujący napis: IN HONOREM DEI, BEATAE VIRGINIS, AC S. MICHAELIS, NEC NON OMNIUM ANGELORUM ANNO 1652 FUSA. MARTIN SCHROETER VON ARNAU HAT MICH DURCH GOTTES HILF GEGOSEN. /Dla chwały Pana, Błogosławionej dziewicy świętego Michała i wszystkich aniołów odlano w 1652 roku/. Na górnym obrzeżu napis: IPSE DOMINUS IN VOCE ARCHANGELI ET IN TUBA DEI DESCENDET. AD THESS. 4 / Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej. List do Tesaloniczan 4/.

   Na małym dzwonie, który odlano w Kłodzku w roku 1768, znajduje się wizerunek Kłodzkiej Błogosławionej Marii, oraz inskrypcja: ANNO 1768 BENEDIC. REVERENDISS. AC ILLUSTRIS ANDREAS KAYSER. VIC. GEN. PRAG. ET EPIS. /w roku 1768 poświęcony przez wielebnego I sławnego Anderasa Kaysera, Generalnego Wikariusza I Biskupa Pragi/. Wyżej napis: PAROCHUS ANTON ROTHER, CONSUL FRANCISCUS STIEF.

   W prześwicie wieży wisiał jeszcze jeden mały dzwon, który brzmiał tylko wtedy, gdy ktoś umierał. Przypominał on pobożnym chrześcijanom że powinni poświęcić chwilę na modlitwę za duszę zmarłego. Zwano go „Dzwonem zmarłych”. Ufundował go w tym celu Johann Georg Radler, Kupiec z Lewina. Dzwon odlano w roku 1730.

   Ponadto na wieżyczce pośrodku dachu kościoła wisiała sygnaturka zwana poranną oznajmiająca wiernym że czas rozpocząć służbę Bożą.”

   Tyle o dzwonach napisał Kögler.Drugi kronikarz Lewina, Wilhelm Mader na temat dzwonów nie pisał nic. Należało więc przyjąć że w początku XX wieku stan ten nie uległ zmianie. Pozostała mi do wykonania tylko jedna rzecz - wizja lokalna.

   W lutym 2005 roku weszliśmy na dzwonnicę. Zastaliśmy tam dwa dzwony:

       Opisywany przez Köglera mały dzwon i inny – nie opisywany w żadnych dokumentach. Dzwon mały zawierał jedną dodatkową inskrypcję, o której nie mógł wiedzieć Kögler: UMGEGOSSEN VON W. GEITTNER IN BRESLAU 1869. Znaczyło to że w międzyczasie dzwon uległ uszkodzeniu i został odlany ponownie. Drugi dzwon ma tylko jedną inskrypcję; Nad biegnącym wokół dzwonu wieńcem stylizowanych liści widać napis: GEGOSSEN VON KLAGEMANN IN BRESLAU 1848.

I na tym zakończyła się na kilka lat moja przygoda z dzwonami.

W roku 2008 Pani Henryka Chaber udostępniła mi część swojego rodzinnego archiwum. Znalazłem tam między innymi dwa zdjęcia sygnowane przez Lewińskiego fotografa Franza Klimescha i wydawnictwo Voigtlander. Przedstawiało inne ujęcie poprzednio opisanej sceny wywozu dzwonów. Potwierdzało to na pierwszy rzut oka moją wersję o wywozie przez Niemców, ale… Jeden szczegół nie dawał mi spokoju; widoczny na zdjęciu oficer był w mundurze polskim.

   Stąd druga hipoteza:

       Dzwony wywieziono z Lewina już po wojnie. Franz Klimesch był tego świadkiem. Zdjęcia wywiózł do Niemiec i tam dopiero je opublikował. Zrobiłem kopie zdjęć i zacząłem męczyć pytaniami starszych mieszkańców Lewina. I powoli przyniosło to efekt. Księdzem ze zdjęcia okazał się polak. Pierwszy powojenny proboszcz Lewina, ksiądz Palka. Oficer ze zdjęcia pozostał nieznany. Ale zawęziło to poszukiwania do lat 1945-1947. Franz Klimesch został wysiedlony w roku 1947, więc zdjęcia pochodzą z okresu wcześniejszego.

   Nadal nie mam żadnego oficjalnego dokumentu potwierdzającego tę teorię, ale zebrane informacje nieoficjalne składają się w logicznie spójną i prawdopodobną wersję: Były to lata wprowadzania władzy polskiej na terenie „Ziem Zachodnich”. Lata zamieszania i improwizacji. Większość spraw załatwiało się na telefon. Nikt w tej atmosferze nie zawracał sobie głowy jakimś papierkiem. Wrocław był zniszczony. Czego Niemcy nie zdążyli ewakuować w głąb Rzeszy, zostało zniszczone podczas działań wojennych, a potem dodatkowo rozkradzione przez „krasnoarmiejców” i rodzimych szabrowników. Trzeba było wyposażyć od nowa wiele obiektów i urzędów. Między innymi siedzibę archidiecezji. Z Lewina oprócz dzwonów prawdopodobnie zabrano do Wrocławia część wyposażenia plebanii.

   A dwa wywiezione z Lewina dzwony wiszą teraz pewnie na wieży któregoś z Wrocławskich kościołów. Jednak szukanie ich tam przerasta moje skromne możliwości. Prawdziwość mojej hipotezy potwierdza pośrednio udział wojska w tej sprawie. Oznacza to bowiem że wykonywano oficjalne polecenia władz i nie była to akcja nielegalna. Może nawet przy okazji ktoś spłodził jakiś meldunek lub pokwitowanie. Ale jeśli nawet – dokument ten zatonął w mroku archiwów, przygnieciony stertą innych zapomnianych papierków.

   Zdjęcia: własne oraz Franz Klimesch.

   Bibliografia: Historische beschreibung der Königliche Immediastadt Lewin. Joseph Köglergeschrieben im Jahre 1793.

 

Sporządził: Witold Kisza

Zaluguj
~