Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... Do 1945 roku działał w Lewinie sąd okręgowy obejmujący swą działalnością również tereny dzisiejszej Kudowy

DOM MOJEJ MATKI

Sporządzono dnia: 22.05.2006 roku

Moi rodzice sprowadzili sie do Lewina stosunkowo późno, bo w 1950 roku. Zajęli dom przy ul. Wodnej 97 /Dawniej Wassergasse/.Ul. Wodna 5. Dom mojej Matki. W sąsiednim budynku nr 94 zamieszkała siostra mojej matki. Obydwa budynki były w już w tym czasie opuszczone. Wysiedlanie osób pochodzenia niemieckiego zakończyło się w 1948 roku. Pamiętam jednak że na strychach pełno było śladów po poprzednich właścicielach. Jakieś pakiety starych gazet, stare butelki po piwie, słoiki. Drewniane ściany na poddaszu wyklejone były niemieckojęzycznymi gazetami i kalendarzami. Będąc dzieckiem nie zwracałem na to uwagi. A z czasem, podczas kolejnych remontów ślady te uległy zatarciu. Dzisiaj sam szukam takich pamiątek.

Z dostępnych mi dokumentów ustaliłem że do 1945 roku dom był zamieszkany przez rodzinę Heinzel.Te dwa budynki zajęła moja rodzina. Nad nimi wznosi się wzgórze Gródek. Heinrich Heinzel był rzeźnikiem i handlarzem prosiętami. W tamtym czasie z tyłu domu znajdowało się drugie wejście do małej obory i chlewika. Potem dom został przez rodziców przebudowany. Obwodnicę w Lewinie zbudowano w latach 60 XX wieku, więc jako dziecko mieszkałem w cieniu wzgórza Gródek. Nie oddzielała nas od lasu i wzgórza droga. Był to idealny teren do zabaw. Na początku lat 50 ekipa archeologiczna prowadziła na szczycie prace badawcze. Po ich wyjeździe pozostały ślady wykopów. Dzieci mają bujną wyobraźnię, wiec doszliśmy do wniosku że byli to poszukiwacze skarbów. Postanowiliśmy więc także szukać tam skarbów. Nic oczywiście nie wykopaliśmy, ale była to wspaniała przygoda.

 Nieistniejący już budynek przy ul. Wodnej 4. Spłonął ok. 1980roku. Budynek przy ul. Wodnej 7. Wyburzony przez właścicieli. Na tym miejscu stoi nowy dom. Patrząc na ulicę Wodną dzisiaj widac tylko kilka budynków. Wtedy było ich znacznie więcej. Lewin nie ucierpiał w czasie działan wojennych. Więcej zniszczeń przyniosła niewłaściwa polityka ówczesnych władz i migracja ludności. Nie wszyscy chcieli się osiedlac na stałe. Wielu ludzi traktowało te tereny jak zajęte czasowo. Szabrownicy szukali okazji do szybkiego wzbogacenia się. Byli gospodarze mieszkający w jednym budynku, a rozbierajacy drugi na opał lub materiały do remontu. Wiele budynków stało pustych. Szybko zostały zdewastowane. Z czasem wiele tych ruinek spłonęło. W zasadzie tylko rynek zachował się w niezmienionym stanie, chociaż i tam kilka budynków uległo pożarom.

Wybudowano oczywiście wiele nowych domów i buduje się w miarę możliwości kolejne. Ale Lewin mojego dzieciństwa odszedł już bezpowrotnie. Pozostał mi jednak sentyment do tego miasteczka. Dlatego też staram się zebrać i ocalić pozostałe po tamtych czasach pamiątki.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Pewnego styczniowego poranka 50 lat temu...

Sporządzono dnia: 08.05.2006 roku

Moją siostrę i brata wzięła do swojego domuTo nad tym domem latał bocian. ciotka. Powiedziała im że nad naszym domem lata bocian. Muszą siedzieć grzecznie u ciotki, bo tatuś będzie biegał dookoła domu z drabiną i będzie tego bociana łapał.
Jak tam było dokładnie - tego dzieci nie widziały. Ojca jednak to łapanie bociana musiało porządnie zmęczyć i zniechęcić, bo pozostałem już najmłodszym dzieckiem w rodzinie.
Nie dziwię się temu zresztą. Złapanie w Polsce bociana w zimowy dzień jest naprawdę nie lada wyczynem. Moje dzieci rodziły się w lecie i na dodatek w szpitału. Nie miałem więc okazji sprawdzić tego na własnej skórze.
Z tamtego okresu pozostała nam jednak rodzinna anegdota o ojcu łapiącym zimą bociana.



Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Czy na pewno tylko o mnie?

Sporządzono dnia: 09.06.2006 roku

Zazwyczaj na tego typu stronach zamieszcza się jakieś informacje o autorze i jego hobby. O swoim hobby piszę zresztą w każdej notatce dotyczącej Lewina. Ale czy ta strona ma jednego autora? Na pewno ja gromadzę materiały i kupuję stare pamiątki dotyczące Lewina. Moim pomysłem był założenie tej strony. Ja finansuję jej działanie i ja piszę ta wszystkie notatki z przeszłości. Ale strona jest raczej wynikiem pewnej pracy zespołowej. I w sumie nie wiadomo kto kogo bardziej zachęcał i inspirował. Póżniej może dodam kilka notatek o moim życiu w Lewinie i dzieciństwie. Na razie jednak chciałbym przedstawić zespół, dzięki któremu ta strona powstała. Mój wnuczek Oliwier w dniu urodzenia

Pan Tomasz Woś – urzędnik z Kłodzka. Prywatnie zapalony informatyk i tak jak ja miłośnik Lewina. Jemu zawdzięczam sprawne działanie tej strony i ciekawe rozwiązania graficzne.

Pan Rafał Kościelny z Lewina. Pracuje w punkcie informacji turystycznej w Lewinie. Już choćby z racji funkcji zainteresowany moim pomysłem. Razem jeździmy do archiwów w poszukiwaniu materiałów. On udostępnił mi zasoby fotograficzne lewińskiego punktu informacji.

Dziadek z wnusiem No i ja. Emeryt, który po zakończeniu zawodowej służby wojskowej zajął się swoim hobby. Czyli surfowaniem w internecie i zbieraniem pamiątek z dalszej i bliższej historii Lewina. W wolnym czasie oczywiście. Zmieniły się priorytety i teraz najważniejszą osobą w moim życiu jest mój mały wnuk Oliwier. A dopiero potem moje hobby.

Nie dotarłbym do wielu dokumentów i informacji, gdyby nie wsparcie i życzliwość wójta Lewina, pana Bolesława Kędzierewicza. Dzięki jego upoważnieniu mogę z Rafałem buszować po archiwach.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry
Zaluguj
~