Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... W Lewinie przez prawie 300 lat istniał browar. Został zamknięty dopiero na przełomie XIX i XX wieku.

Wpisy: «123»

PIERWSZA ROCZNICA STRONY.

Właściwie całkiem bym o niej zapomniał. Ale otrzymałem rachunek za przedłużenie dzierżawy serweradalsza część... »»

WZGÓRZE GRÓDEK - POCZĄTKI

Nad miasteczkiem wznosi się niewielkie wzgórze zwane Gródek.Widok na wzgórze Gródek z ulicy Wodnej.dalsza część... »»

dalsza część... »»

HERB MIASTA

Obecny herb gminy Lewin zatwierdzony został przez radę gminy po odłączeniu się od Kudowy na początku latdalsza część... »»

WŁAŚCICIELE MIASTA

Jak już była mowa wcześniej, osadę Lewinici i należące do niej tereny podarował król Przemysławdalsza część... »»

Czeski pociąg pancerny w Lewinie?

Sporządzono dnia: 02.03.2007 roku

Już jako dziecko słyszałem powtarzane półgłosem informacje że współpraca pomiędzy ”bratnimi narodami socjalistycznymi” nie układała się tak dobrze jak podawały źródła oficjalne. Mówiło się między innymi o niewielkiej wojence Czesko- Polskiej o kotlinę kłodzką i o czeskim pociągu pancernym jadącym na Kłodzko. Jako dzieciak nie interesowałem się takimi sprawami, ale informacja ta gdzieś w pamięci mi pozostała.

Sprawa była prawdopodobna. Niejednokrotnie natknąłem się na informację że Czesi rościli pretensje do tych terenów. Po opanowaniu kotliny kłodzkiej przez armię radziecką w niektórych miastach urzędowało w pierwszych dniach trzech burmistrzów. Zgłosili się do pracy dotychczasowi burmistrze niemieccy, ale także wyznaczeni przez nowe władze przedstawiciele polscy i czescy. Warunki dyktował wtedy Stalin i czeskich funkcjonariuszy szybko odwołano.

Kilka lat temu starałem się sprawdzić w internecie te pogłoski. Znalazłem tam informacje wykluczające możliwość takiego ataku zbrojnego na terytorium Polski. Dowód był w zasadzie jeden i na dodatek pośredni. Według dostępnej nawet dzisiaj informacji, most kolejowy na rzece Metuji istniał tylko dwa tygodnie i zniszczony został przez wycofujące się oddziały niemieckie w maju 1945 roku. Sprawa przestała mnie więc interesować.

Do tematu wróciłem dopiero przy okazji badania historii wiaduktu. Próbując ustalić konkretną datę ukończenia budowy natrafiłem na książkę Przemysława Dominasa: „Koleją z Kłodzka do Kudowy Zdroju”. Autor dokładnie opisuje historię tej linni kolejowej i wszelkie związane z nią działania. Zamieszcza też historię mostu granicznego ze zdjęciami, a także opis incydentu granicznego z udziałem pociągu pancernego.

Według Pana Dominasa projekt połączenia kolejowego Kłodzko-Nachod powstał jeszcze w XIX wieku. Nie został zrealizowany, bo przeszkodziła I wojna światowa, a potem zabrakło pieniędzy. Z obu stron podciągnięto do rzeki granicznej odcinki torów, ale do 1939 roku nie wybudowano mostu. Drewniany most łącznikowy postawiono dopiero po koniec wojny siłami pracowników przymusowych. Został oddany do eksploatacji w dniu 20 kwietnia 1945 roku. Linię wykorzystano do ewakuacji wojsk niemieckich. Mostu jednak wtedy nie zniszczono.

Sprawa Czeskich roszczeń do terenu kotliny kłodzkiej jest raczej znana. Nieznane są natomiast pozadyplomatyczne działania władz obu krajów. W czerwcu 1945 roku władze Czeskie podjęły zdecydowane działania wojskowe. Jednostki Czeskie ruszyły z kierunku Międzylesia i Nachodu i wtargnęły do kotliny kłodzkiej na głębokość 10-12 kilometrów. Przybyły z Nachodu pociąg pancerny opanował stację kolejową w Lewinie. Zaalarmowana strona polska skierowała w rejon Kłodzka 27 pułk10 dywizji piechoty. Utworzony w Kłodzku sztab miał za zadanie opanowanie sytuacji i wyparcie wojsk czeskich poza granicę kraju. Rozpoczęto też energiczne działania dyplomatyczne. W ich wyniku rząd Czechosłowacji uznał działania wojskowe za samowolę i w dniu 15 czerwca wojska czeskie zostały wycofane.

Tyle mówią dzisiaj oficjalne dokumenty rządowe. Według niepotwierdzonych ustnych przekazów pociąg pancerny dotarł do stacji kolejowej w Dusznikach. Spór rozstrzygnięty zaś został przez przysłanego samolotem z Legnicy oficera radzieckiego. Rozmowa była ponoć krótka. Rosjanin wytrzaskał po gębie dowódcę czeskiego oddziału i pociąg pancerny zawrócił do Nachodu. Od tamtych wydarzeń minęło już ponad 60 lat. Prawdy o zdolnościach mediacyjnych tego „rosyjskiego rozjemcy” już raczej nie poznamy. Pozostaje nam tylko powtarzanie tego jako anegdotki z okresu wprowadzania władzy polskiej na terenie „ziem odzyskanych”.

Wracając do historii linii Kudowa-Nachod dodać trzeba że nigdy po wojnie nie uruchomiono normalnego ruchu pasażerskiego na tej trasie. Po tamtych wydarzeniach nie było jakoś po obu stronach chęci współpracy, a i most w końcu był wojenną prowizorką. Nie wiadomo kto i kiedy usunął tory łączące obydwa państwa. Most graniczny został ostatecznie zdemontowany przez jednostkę inżynieryjną z Pardubic w 1948 roku. I na tym zakończyła się historia połączenia kolejowego z Kudowy do Nachodu. Dzisiaj linia kolejowa kończy się w Kudowie Zakrze. Po łączniku granicznym i stacji Kudowa Słone pozostały jedynie wspomnienia i widoczne na niektórych odcinkach kształty nasypów.

 

Opracowałem na podstawie książki Przemysława Dominasa: „Koleją z Kłodzka do Kudowy Zdroju”.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Opieka społeczna w Lewinie.

Sporządzono dnia: 08.07.2006 roku

Wbrew nadziejom i oczekiwaniom niektórych osób nie będzie to artykuł o działalności obecnego punktu Opieki Społecznej w Lewinie. Słyszę co prawda różne o tej działalności opinie, ale mnie interesuje raczej historia i tradycje opieki społecznej w miasteczku.

Jak w każdym mieście i w każdych czasach, były w Lewinie osoby biedne, chore, lub po prostu nie radzące sobie w życiu. Pierwszy przytułek dla biednych powstał z inicjatywy księdza Adama Jordana w 1601 roku.

Sama postać księdza Jordana również jest dosyć ciekawa. Był księdzem wyznania augsburskiego i w roku 1582 został proboszczem parafii Lewin. Pełnił tą funkcję do 1602 roku. Odwołany ze stanowiska w roku 1602 roku na podstawie edyktu cesarskiego z 1600 roku, zostaje w 1610 roku pierwszym proboszczem w ufundowanym przez cesarza kościele ewangelickim w Lewinie. Co się z nim działo przez te osiem lat – historia milczy.

Przytułek założony przez Adama Jordana znajdował się przy Niedergasse /dzisiejsza Nad Potokiem/. Ziemię pod zabudowę podarował miastu Adam Jordan. On też opłacił koszta budowy i ustanowił pierwszy fundusz na utrzymanie przytułku. Fundusz ten rozrósł się dzięki kolejnym darowiznom mieszczan i 100 lat po założeniu wynosił już 1440 Guldenów.

Pierwszy przytułek służył miastu 170 lat. Według opisu Koglera był to stary/ w czasach Koglera – a więc około 177o roku/ drewniany, grożący zawaleniem niski budynek o dwóch izbach. Nie przetrwał zresztą pożaru miasta w 1772 roku. Z posiadanego kapitału miasto będące zarządcą fundacji wybudowało nowy obiekt przy Nerbotinerstrasse /dzisiaj Topolowa/. Pomieszczono w nim szpital miejski, dom starców i przytułek dla biednych. Budynek oddano pod opiekę zakonnicom z istniejącego w Lewinie zakonu Elżbietanek. Zakon odpowiadał za szpital do nacjonalizacji w 1946 roku. Po II Wś. budynek przejęło państwo i umieściło tam poradnię zdrowia. Obecnie również znajduje się w nim prywatna przychodnia lekarska.

Nie była to jednak jedyna forma pomocy. W roku 1743 Georg Stanke – kupiec i Burmistrz Lewina ustanowił w swoim testamencie fundusz stypendialny dla młodzieży z biednych rodzin uczącej się w Kłodzkim seminarium. Fundacja opłacała za nich mieszkanie, czesne i koszt odzieży. Działała do końca II wojny Światowej. Kopia tego dokumentu znajdowała się do 1945 roku w archiwum Parafii Lewin. Nie wiem czy jest tam obecnie, ponieważ nie mam dostępu do archiwów kościelnych.

Kolejny fundusz stypendialny założył urodzony w Lewinie Mauritius Martini, wikariusz generalny arcybiskupstwa w Pradze. Fundusz pokrywał młodzieży z Lewina koszta trzyletnich studiów teologicznych na Alumnacie w Pradze. Ta fundacja jednak z rozkazu cesarza Józefa II została wchłonięta przez ogólny fundusz religijny.

Z powyższych przykładów rysuje się całkiem inny niż obecny obraz miasta. Lewin był prężnym, dobrze zagospodarowanym i dbającym wszechstronnie o swoich mieszkańców miastem. Szkoda tylko że wszystko to jest już jedynie znaną małej garstce ludzi historią.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

RATUSZ MIEJSKI

Sporządzono dnia: 13.01.2010 roku

Zawsze dziwiło mnie że Lewin – jedno z najstarszych miast w Kotlinie Kłodzkiej – nie ma rynku z położonym w centralnym miejscu ratuszem. Było w średniowieczu zwyczajem stawianie ratusza w środku placu z czworoboczną zabudowa wokół ratusza. Dlaczego Lewin się z tej zasady wyłamał? Pozostawało to dla mnie tajemnicą.

Początkowo sądziłem że przyczyną takiej zabudowy jest położenie rynku na zboczu wzniesienia i trudności z postawieniem budynku na takim terenie. Ale przeczył tej teorii najstarszy posiadany przeze mnie obraz Lewina. Na sztychu z roku 1736 przedstawiony jest Lewin z lotu ptaka. Widnieje na nim zabudowa podobna do dzisiejszej. Domy są oczywiście drewniane. Budynki murowane powstały dopiero po ostatnim wielkim pożarze w 1772 roku. Ale na sztychu przedstawiony jest browar umieszczony wewnątrz kwadratu rynku – w jego wschodniej części. Częśc centralna i zachodnia nadal pozostawała pusta. Czyżby więc browar był dla ówczesnych mieszkańców ważniejszy od ratusza?

I znowu pomoc znalazłem w opracowaniach Koglera. Pisze on że 08.09.1703 roku wybuchł w Lewinie kolejny duży pożar, który strawił ratusz i niemal cały rynek. W roku 1706 odbudowano rynek stawiając w czworoboku 30 domów, między innymi również ratusz. Wybór tego miejsca był zwykłą koniecznością. Była to po prostu jedyna działka będąca własnością miasta.

W czasach Koglera było jeszcze widać na środku rynku kamienny czworobok fundamentów starego ratusza. Z upływem czasu ślady te uległy zatarciu.

W 1775 zlecono majstrowi murarskiemu Müllerowi z Kłodzka wybudowanie nowego masywnego ratusza . ustawiono też wtedy na wieży zegar. Uległ on co prawda pożarowi w 1772 roku, ale w 1780 roku został wyremontowany i służy praktycznie bez przerwy do 1945 roku. Powojenne naprawy zegara i jego działanie są już tematem na całkiem osobną opowieść.

Na parterze ratusza znalazły pomieszczenie Urząd Celny i  Skarbowy oraz piwiarnia w której sprzedawano produkowane w mieście piwo. Na piętrze znajdowała się sala posiedzeń rady miejskiej, areszt miejski i dwa małe pokoje które zajmował zawsze aktualny dzierżawca browaru.

W miejscu dawnego ratusza stały przez kilkadziesiąt lat drewniane baraki pełniące rolę straganów i magazynów podczas jarmarków włókienniczych. Potem poprowadzono ukośnie ulice i wybudowano fontannę. Wszelki ślad po zajmującym centralne miejsce ratuszu zaginął.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Słów kilka o Lewińskim piwie.

Sporządzono dnia: 24.05.2006 roku


W roku 1597 rada miejska zakupiła od Cesarza prawo do warzenia w Lewinie własnego piwa. Potwierdzał to przywilej sporządzony w Kłodzku w dniu 19.07.1597roku. Browar wybudowano w rynku, w miejscu dzisiejszego pomnika sybiraków. Chociaż wybudowany za pieniądze miasta - pozostawał cały czas własnością cesarza. Producenta wyłaniano w drodze przetargu. Dzierżawcą zostawał ten, który zaoferował większe opłaty.
Browar przynosił miastu i jego właścicielowi spore dochody.
W roku 1665 rada miasta dobrowolnie zobowiązała się podnieść opłatę z32 na 48 grajcarów za każdy spust piwa. Biorąc pod uwagę że w Lewinie było w tym czasie około 160 domów, daje to niejakie wyobrażenie o skali produkcji i spożycia. A dochodzi do tego jeszcze sprzedaż do innych miast.
Pierwszy sprzęt do produkcji piwa dał cesarz. Po jego zużyciu następne kotły kupowane były przez miasto. Zachowały się dokumenty zakupu z roku 1665 i roku 1685. W 1685 roku zapłacono kasie cesarskiej 766 guldenów i 40 grajcarów za nowe wyposażenie browaru. W roku 1703 kolejne kotły sprowadzono z czeskiego browaru w Reichenau*.
Browar w Lewinie działał z większym lub mniejszym powodzeniem około 300 lat.Piwo sprzedawane było w ratuszu i okolicznych gospodach, a także w innych miastach. Z czasem jednak jakość jego uległa takiemu pogorszeniu, że można je było sprzedawać w mieście i dwóch należących do miasta wioskach: Kotle i Krzyżanowie. Pozostałe wioski miały już prawo wyboru pomiędzy piwem z Lewina i Dusznik. Z tego okresu zachował się w dokumentach Policji Lewińskiej donos na radę miasta. Przymuszany prawem do picia lewińskiego piwa obywatel pisze: "Piwo nasze jest tak kiepskie, że nie da się go pić. Cierpią na tym wszyscy mieszkańcy. Prześwietna rada zamiast temu zaradzić, wymyka się wieczorami do kapliczki w Lasku Miejskim /Johanneskapelle/. Tam - przesiadując przed ołtarzem, pan burmistrz Franz, pan radca Kruger i pan celnik do białego ranka raczą się z dala od współmieszkańców piwem przemyconym z Czeskiej Oleśnicy. Czego nie zdążą wypić sami, przemycają dalej w celu odsprzedania".
Jest też w aktach odpowiedź Pana radcy Schrodera z Kłodzka:
" Po przeprowadzeniu i zamknięciu dochodzenia policyjnego stwierdza się:Prawdą jest że piwo jest tak złe, że nie da się go pić. Powoduje to niezadowolenie mieszkańców zmuszanych do jego kupowania. O fakcie sprowadzania piwa do kaplicy i piciu przed ołtarzem nikt nie słyszał. Prześwietna rada zobowiązana zostaje pod groźbą kary grzywny do poprawy jakości piwa, lub sprowadzania go na własny koszt z innych miast.
Kłodzko dnia 21.09.1787. Schroder.
Browar lewiński istnieje jednak do końca XIX wieku. Zostaje ostatecznie zamknięty jako nierentowny w 1899 roku i mieszkańcy Lewina do dziś mogą pić takie piwo jakie im smakuje.

*Kogler podaje nieco odmienne okoliczności zakupu kotłów. Według jego interpretacji w 1703 roku browar spłonął. Wtedy za 766 florenów i 40 grajcarów sprowadzono używane kotły z browaru w Opocznie. Służyły one do 1772 roku. A więc do pożaru w którym spłonął niemal cały rynek Lewiński.
Po tym pożarze browar został odbudowany masywniejszy i pokryty dachówką.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Katownia na wzgórzu Szubienicznym.

Sporządzono dnia: 15.05.2006 roku

W roku 1614 Lewin wykupił za 850 talarów prawo czynnego sądownictwa. Oznacza to że rada miasta mogła sama – bez odwoływania się do sądów królewskich ścigać i karać za popełnione na terenie miasta przestępstwa. Mogła również stosować tortury w celu wydobycia z podejrzanego zeznań. A do tego potrzebny był sprawny kat i odpowiednie pomieszczenia dla niego. Nie wiem czy Lewin posiadał etatowego kata. Fachowca można było w razie potrzeby wypożyczyć z innego miasta lub sprowadzić z akademii katowskiej. W tym czasie istniała znana w Europie szkoła katowska w Bieczu. Ale pomieszczenia miasto musiało do tych celów posiadać. Powinne tam być cele więzienne, sprzęt do tortur i szubienica. Tyle oznaczały czynne prawa sądownicze w innych miastach i chyba to samo znaczyło to w Lewinie. Ale gdzie to się znajdowało? Szukać należało raczej na obrzeżach miasta, gdyż średniowieczny zwyczaj nakazywał wykonywanie egzekucji poza murami. Niestety Lewin murów nie posiadał. Areszt miejski znajdował się w piwnicach ratusza. Pozostaje  więc jeszcze otwarta sprawa umiejscowienia szubienicy.

Katownia znajdowała się na wzgórzu do Wiadukt i pałacyk szubieniczny. dzisiaj zwanym wzgórzem Szubienicznym. Istniała do końca XVIII wieku. Około 1820 roku kamienne fundamenty i mury sprzedano podskarbiemu ARDELTOWI. On zaś wybudował z tych materiałów dom u podnórza góry. Ludność nazwała ten dom Pałacykiem Szubienicznym. Dom ten istnieje do dnia dzisiejszego. Stare niemieckie mapy wskazują na wzgórze nad tunelem jako Górę Szubieniczną- Galgenberg. Porównując ksiazki adresowe i plan miasta z 1937 roku natknąłem się na lokalną nazwę „Galgenschloschen” co tłumaczy się na zameczek szubieniczny. Domek umieszczony jest na zboczu wzgórza pomiędzy wiaduktem a tunelem.
Drugim elementem prawa czynnego sądownictwa jest pręgierz. Zazwyczaj umiejscowiony był na widocznym miejscu w rynku, albo w pobliżu kościoła. W Lewinie nie ma po takim urządzeniu śladów, a istnieć przecież musiało. Najbardziej prawdopodobnym miejscem jest Fontanna. Ale pewności tu nie ma żadnej. Niemcy raczej szanowali pamiątki i nie zniszczyliby takiego dowodu świetności miasta. A na zdjęciach z tamtego okresu już pręgierza nie widać. Również na sztychu z 1736 roku trudno jest się dopatrzeć czegoś podobnego, choć ilość kolumn wskazuje, że może to być któraś z nich.
Mader wspomina w swojej książce, że w początkach XVII wieku stał na rynku pręgierz. Początkowo był on drewniany, a potem na jego miejscu postawiono pręgierz kamienny. Nie przytacza jednak faktu żadnych spektakularnych chłost ani egzekucji. Można to tłumaczyć częstymi zmianami w organizacji struktur administracyjnych królestwa Prus, ale także względami natury procesowej. Mader pisze, że od kary chłosty przysługiwało prawo odwołania do Izby Królewskiej i na ten czas kara musiała ulegać zawieszeniu. Nic w tym dziwnego, akoro miasto było nominalnie własnością królewską.Chyba łatwiej było kogoś powiesić, bo od takiego wyroku nie było prawa odwołania.
Jak by jednak na to nie patrzeć, Była w Lewinie szubienica i był pręgierz. Myślę, że odpowiedź na swoje wątpliwości znajdę w którejś z kolejnych książek.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry
Zaluguj
~