Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... W XV wieku istniał w Lewinie cech łyżkarzy. Ich łyżki wystrugane z drewna znane były nawet na dworach królewskich.
Powrót

Katownia na wzgórzu Szubienicznym.

Sporządzono dnia: 15.05.2006 roku

W roku 1614 Lewin wykupił za 850 talarów prawo czynnego sądownictwa. Oznacza to że rada miasta mogła sama – bez odwoływania się do sądów królewskich ścigać i karać za popełnione na terenie miasta przestępstwa. Mogła również stosować tortury w celu wydobycia z podejrzanego zeznań. A do tego potrzebny był sprawny kat i odpowiednie pomieszczenia dla niego. Nie wiem czy Lewin posiadał etatowego kata. Fachowca można było w razie potrzeby wypożyczyć z innego miasta lub sprowadzić z akademii katowskiej. W tym czasie istniała znana w Europie szkoła katowska w Bieczu. Ale pomieszczenia miasto musiało do tych celów posiadać. Powinne tam być cele więzienne, sprzęt do tortur i szubienica. Tyle oznaczały czynne prawa sądownicze w innych miastach i chyba to samo znaczyło to w Lewinie. Ale gdzie to się znajdowało? Szukać należało raczej na obrzeżach miasta, gdyż średniowieczny zwyczaj nakazywał wykonywanie egzekucji poza murami. Niestety Lewin murów nie posiadał. Areszt miejski znajdował się w piwnicach ratusza. Pozostaje  więc jeszcze otwarta sprawa umiejscowienia szubienicy.

Katownia znajdowała się na wzgórzu do Wiadukt i pałacyk szubieniczny. dzisiaj zwanym wzgórzem Szubienicznym. Istniała do końca XVIII wieku. Około 1820 roku kamienne fundamenty i mury sprzedano podskarbiemu ARDELTOWI. On zaś wybudował z tych materiałów dom u podnórza góry. Ludność nazwała ten dom Pałacykiem Szubienicznym. Dom ten istnieje do dnia dzisiejszego. Stare niemieckie mapy wskazują na wzgórze nad tunelem jako Górę Szubieniczną- Galgenberg. Porównując ksiazki adresowe i plan miasta z 1937 roku natknąłem się na lokalną nazwę „Galgenschloschen” co tłumaczy się na zameczek szubieniczny. Domek umieszczony jest na zboczu wzgórza pomiędzy wiaduktem a tunelem.
Drugim elementem prawa czynnego sądownictwa jest pręgierz. Zazwyczaj umiejscowiony był na widocznym miejscu w rynku, albo w pobliżu kościoła. W Lewinie nie ma po takim urządzeniu śladów, a istnieć przecież musiało. Najbardziej prawdopodobnym miejscem jest Fontanna. Ale pewności tu nie ma żadnej. Niemcy raczej szanowali pamiątki i nie zniszczyliby takiego dowodu świetności miasta. A na zdjęciach z tamtego okresu już pręgierza nie widać. Również na sztychu z 1736 roku trudno jest się dopatrzeć czegoś podobnego, choć ilość kolumn wskazuje, że może to być któraś z nich.
Mader wspomina w swojej książce, że w początkach XVII wieku stał na rynku pręgierz. Początkowo był on drewniany, a potem na jego miejscu postawiono pręgierz kamienny. Nie przytacza jednak faktu żadnych spektakularnych chłost ani egzekucji. Można to tłumaczyć częstymi zmianami w organizacji struktur administracyjnych królestwa Prus, ale także względami natury procesowej. Mader pisze, że od kary chłosty przysługiwało prawo odwołania do Izby Królewskiej i na ten czas kara musiała ulegać zawieszeniu. Nic w tym dziwnego, akoro miasto było nominalnie własnością królewską.Chyba łatwiej było kogoś powiesić, bo od takiego wyroku nie było prawa odwołania.
Jak by jednak na to nie patrzeć, Była w Lewinie szubienica i był pręgierz. Myślę, że odpowiedź na swoje wątpliwości znajdę w którejś z kolejnych książek.

Sporządził: Witold Kisza

Zaluguj
~